O stanie zdrowia o. Józefa Kozłowskiego pisze o. Józef Łągwa, superior Domu Zakonnego oo. Jezuitów w Łodzi a zarazem proboszcz parafii, w której odbywają się comiesięczne msze w intencji uzdrowienia.
Minęły już 3 miesiące choroby naszego współbrata, o. Józefa Kozłowskiego. Lekarze, opiekujący się ojcem, mówią, że nadal utrzymuje się stan ciężki, choć stabilny. Podawane są najlepsze leki, jakie stosuje się są przy schorzeniu, jakim jest zapalenie trzustki. Co kilka dni lekarze przeprowadzają zabieg higieny jamy brzusznej i sprawdzają, jak postępuje rekonwalescencja trzustki. To, co współczesna medycyna może zrobić, jest robione. Przyjeżdżając do szpitala, wielokrotnie stwierdziłem, że opieka medyczna nad chorym jest dobra, personel naprawdę daje z siebie wszystko i widać, że lekarze podchodzą do sprawy z sercem.
Padają pytania, dlaczego o. Józef nie jest przewożony do Łodzi. Przyczyną jest to, że ojciec jest nieprzytomny i leży pod respiratorem, dlatego żadna z osób odpowiedzialnych za niego, nie może podjąć takiego ryzyka, aby nie narazić ojca na niebezpieczeństwo transportu. Odłączenie respiratora na kilka godzin jest niemożliwe.
Ostatnia konferencja o. Józefa Kozłowskiego SJ wygłoszona podczas koncertu ewangelizacyjnego zespołu "Mocni w Duchu" na Politechnice Łódzkiej (11.12.2002).
Zawsze szukamy i oczekujemy czegoś lub kogoś. Nasze życie upływa pomiędzy powitaniem a rozstaniem. Mamy nadzieję znaleźć dobrego mistrza, nauczyciela, promotora; oczekujemy spotkania właściwej osoby. Jak jednak możemy spotkać drugiego człowieka, jeśli nie spotkamy się najpierw z samym sobą? Istnieje niebezpieczeństwo, że w wyniku odrzucenia czy niechęci w stosunku do samego siebie możemy zacząć odczuwać niechęć do drugiego człowieka. Nie spotkamy tak naprawdę drugiego, jeśli nie przyjmiemy daru życia i daru miłości w stosunku do samego siebie. Jak moglibyśmy miłować Boga, którego nie widzimy, jeśli nie miłujemy człowieka, którego widzimy? Ten, kogo szukamy, jest w nas - to jest tajemnica spotkania z Bogiem, który daje się poznać każdemu poprzez swego Ducha, w taki sposób, aby każdy rozpoznał Jego przyjście.