Homilia

Homilia z Mszy św. pogrzebowej śp. o. Józefa Kozłowskiego SJ

ŚWIATŁA WIECZERNIKA


Odejście Pana Jezusa, na które przygotowywał On swoich uczniów i o którym czytamy w Liturgii Słowa po Uroczystości Wniebowstąpienia, zapoczątkowało nowy sposób Jego obecności. Jest to obecność w mocy Ducha Świętego. On sprawia, że jesteśmy stawiani w bezpośredniej, intymnej relacji z Panem Jezusem, nie tylko na poziomie umysłu, ale przede wszystkim na poziomie serca. To głębokie wewnętrzne doświadczenie kształtuje nowy sposób naszej relacji z Bogiem, oparty na przyjaźni ogarniającej całego człowieka, wszystkie jego zmysły, całą osobę.
Tym szczególnym wyczuciem został obdarowany o. Józef w czasie, kiedy jeszcze jako kleryk Towarzystwa Jezusowego przygotowywał się do kapłaństwa. To była chyba kluczowa tajemnica jego osobowości i pogodnego spojrzenia, jakim obdarowywał wszystkich ludzi. Gdy pierwszy raz spotkałem się z jego uśmiechem, powiedziałem sobie: Z takim człowiekiem będzie mi bardzo dobrze. I tak rzeczywiście było.
Ojciec Józef należał do grona tych osób, które jako pierwsze uświadomiły nam, że polski Kościół wciąż przeżywa Pięćdziesiątnicę - Zesłanie Ducha Świętego, stanowiące ciągle trwającą rzeczywistość. Był odkrywcą i promotorem nowych dróg ewangelizacji, która zawsze powinna odpowiadać na potrzeby współczesnego człowieka. Kładł bardzo silny akcent na wiarę będącą głębokim przeżyciem obecności i działania Pana Boga, tu i teraz. Wszyscy widzieli w nim człowieka utożsamiającego się ze swoim powołaniem. Chrystus był jego życiem 24 godziny na dobę. Ojciec Józef miał zawsze szczęśliwe oczy, gdy opowiadał jak wielkie rzeczy czyni Pan Bóg w życiu ludzi, jakich spotkał. To chyba było jego największą radością.

 

 Był człowiekiem ogarniętym pasją głoszenia Dobrej Nowiny - w nowych miejscach i wciąż nowymi sposobami. Wielu ludzi znalazło oparcie i szansę dla rozwoju swojej wiary w grupach Odnowy, jakie o. Józef założył w Warszawie, w Toruniu, w Piotrkowie Trybunalskim i oczywiście w Łodzi. Grupy te powstawały w wielu miejscach, gdzie prowadził on wraz ze swoimi świeckimi współpracownikami rekolekcje i spotkania ewangelizacyjne. Były one, jak sam powtarzał, współtworzeniem doświadczenia wiary. Stanowiły znakomity przykład współpracy duchownych i świeckich. Rekolekcje te nie polegały na głoszeniu mądrych i pobożnych nauk, ale na łączeniu słowa pełnego mocy, modlitwy śpiewem i świadectwa działania Bożego w życiu konkretnych osób. Były to wydarzenia budzące uśpionych w wierze ludzi. Nieraz występowali oni na środek kościoła i mówili: "Dzisiaj po raz pierwszy od wielu lat dotknął mnie Pan. On mnie uzdrowił duchowo i fizycznie; uwolnił od ciężaru bolesnej przeszłości".
Rozległe potrzeby duchowe wielu ludzi doprowadziły do stworzenia w Łodzi dynamicznie rozwijającego się i znanego w całym kraju Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym. Poprzez swoją wieloraką działalność ewangelizacyjną stanowi on centrum "duchowego promieniowania". Jest jakby współczesnym Wieczernikiem, z którego płynie łaska Ducha Świętego i nadal będzie płynąć na miasto, region i coraz dalej. Trzeba, żeby pogłębianie życia duchowego znajdowało przedłużenie w podejmowaniu dzieła przemiany niesprawiedliwych struktur społecznych i politycznych, których ofiarą są najbiedniejsi, w tym szczególnie dzieci. Ojciec Józef zawsze uważał, że rozwój człowieka nie może zamknąć się w bezustannym konsumowaniu darów duchowych...
 Naszą furtę domu zakonnego w Łodzi często odwiedzali ludzie nie potrafiący sobie poradzić ze sobą - wszystkie możliwe przypadki zniewolenia, uciemiężenia i poranienia. Ojciec był dla nich świadkiem, że nie ma takiej sytuacji, której Pan Bóg nie może zmienić. Nie tylko przekonywał, ale swoją charyzmatyczną modlitwą stawał solidarnie z bliźnim przed Bogiem, aby modlić się za niego i z nim.
Aby pomóc jak największej liczbie osób pogłębiać więź z Bogiem, stworzył oryginalne metody prowadzenia Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym oraz udowadniał sceptycznym czasami jezuitom, że doświadczenie Odnowy Charyzmatycznej może znakomicie współbrzmieć z dynamiką Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego Loyoli.
 Ojciec Józef odszedł praktycznie na posterunku, jak żołnierz walczący pod sztandarem krzyża, jakim stało się dla niego szpitalne łóżko na Oddziale Intensywnej Terapii Szpitala Wojewódzkiego w Jeleniej Górze. Dziękujemy tym, którzy robili wszystko, co było możliwe dla współczesnej medycyny, aby uratować jego życie: lekarzom, pielęgniarkom, całemu personelowi służby zdrowia szpitala w Jeleniej Górze. Serdecznie współczujemy i otaczamy miłością rodzinę o. Józefa: mamę, siostry i braci oraz pozostałych krewnych. Dziękujemy wszystkim wytrwale modlącym się o zdrowie Ojca i odwiedzającym go. Szczególnie wyrażamy wdzięczność Radkowi Golińskiemu, który był "miłosiernym Samarytaninem", czuwającym przy Ojcu przez cały czas jego pobytu w szpitalu.
Być może nasze myśli są podobne dzisiaj do myśli uczniów przeżywających wstąpienie Pana Jezusa do nieba. Wielu może pyta: "Co dalej? Co zrobimy bez o. Józefa? Bez jego dynamizmu ewangelicznego i przenikliwości duchowej?" My, kapłani i świeccy, wraz ze swoimi braćmi i siostrami w wierze idziemy dalej w naszej pielgrzymce wiary, aby świadczyć niestrudzenie, że Pan Jezus jest zawsze z nami i pragnie każdego człowieka doprowadzić do zbawienia. To jest serce Dobrej Nowiny, jaką żyje Kościół każdego dnia. Nigdy nie pozwolimy tej Nowinie zamilknąć. Zawsze będziemy ją głosić i starać się nią żyć. W czasie choroby o. Józefa, a także w trakcie wczorajszego nocnego czuwania przy jego trumnie, podczas Mszy świętej i dzisiejszego eucharystycznego spotkania - wielu ludzi doznało (lub jeszcze to przeżyje) naglące wezwanie do dzielenia  się z innymi Ewangelią życia. Bądźmy wierni temu doświadczeniu. Nie pozwólmy, aby siły ciemności burzyły naszą jedność. Od tej jedności zależy w dużej mierze moc naszego świadectwa jako Kościoła - wspólnoty świeckich i duchownych. Zależy ona także od wzajemnej jedności i solidarności jezuitów, która na różne sposoby jest poddawana próbom. Nasz współbrat, śp. o. Józef, zawsze miał świadomość, że jesteśmy wprzęgnięci w duchową walkę dobra ze złem. Ma ona miejsce w naszych sercach, w naszych wspólnotach, grupach modlitewnych, w całym świecie. W tej walce nikt nigdy nas nie pokona, jeśli tylko pozwolimy prowadzić się Temu, który zwyciężył świat i Duchowi Świętemu, którego miłość rozlana jest w naszych sercach. Chciałbym zakończyć modlitwą o. Józefa, zatytułowaną "Wszystko, co czynisz":

Panie Jezu, oddaję Tobie chwałę, cześć i uwielbienie.
Dziękuję Ci za tych, którym przywracasz radość życia;
Dziękuję za każdy dar cierpienia będący zaproszeniem do współudziału w Twojej zbawczej mocy;
Dziękuję za każdy dar uzdrowienia, które jest objawieniem Twojej chwały i świadectwem naszej wiary.
Bądź uwielbiony w Twojej miłości, stwarzającej nas na nowo i przywracającej nadzieję;
Bądź uwielbiony za dar Twojego słowa, które sprawia to, co oznacza.
Dziękuję, że w swej odwiecznej miłości dla każdego
z nas przygotowałeś wspaniały plan i wyznaczyłeś zadanie we wspólnocie Kościoła.
Twoja miłość jest większa od naszego lęku. Ty przychodzisz z darem pokoju i swoim słowem: "Nie lękaj się, Ja Jestem i zabieram ci twoją niemoc. Zaufaj Mi, Jam zwyciężył świat." Amen
.


o. Krzysztof Ołdakowski SJ