O stanie zdrowia o. Józefa Kozłowskiego pisze o. Józef Łągwa, superior Domu Zakonnego oo. Jezuitów w Łodzi a zarazem proboszcz parafii, w której odbywają się comiesięczne msze w intencji uzdrowienia.
Minęły już 3 miesiące choroby naszego współbrata, o. Józefa Kozłowskiego. Lekarze, opiekujący się ojcem, mówią, że nadal utrzymuje się stan ciężki, choć stabilny. Podawane są najlepsze leki, jakie stosuje się są przy schorzeniu, jakim jest zapalenie trzustki. Co kilka dni lekarze przeprowadzają zabieg higieny jamy brzusznej i sprawdzają, jak postępuje rekonwalescencja trzustki. To, co współczesna medycyna może zrobić, jest robione. Przyjeżdżając do szpitala, wielokrotnie stwierdziłem, że opieka medyczna nad chorym jest dobra, personel naprawdę daje z siebie wszystko i widać, że lekarze podchodzą do sprawy z sercem.
Padają pytania, dlaczego o. Józef nie jest przewożony do Łodzi. Przyczyną jest to, że ojciec jest nieprzytomny i leży pod respiratorem, dlatego żadna z osób odpowiedzialnych za niego, nie może podjąć takiego ryzyka, aby nie narazić ojca na niebezpieczeństwo transportu. Odłączenie respiratora na kilka godzin jest niemożliwe.
Codziennie przy ojcu czuwa Radek, który od lat związany był z łódzkim Ośrodkiem Odnowy Życia w Duchu Świętym. Przyjeżdża także siostra ojca, Zosia. Chory jest pod stałą opieką fizykoterapeuty. Dwa razy dziennie prowadzone są ćwiczenia, by uniknąć skutków długotrwałego leżenia.
W obecnym czasie modlimy się za o. Józefa modlitwą Jezusa w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (por. Łk 22, 42). Choroba jest dużym krzyżem. Człowiek jest wobec niej bezsilny, bezradny i tylko w krzyżu Chrystusa może znaleźć odpowiedź na to, co przeżywa. Niektórzy mówili do Jezusa: „Zejdź z krzyża, wybaw samego siebie!” (por. Mt 27, 40), ale to właśnie w krzyżu mamy odpowiedź na cierpienie, więc trzeba się do tego krzyża przytulić.
Modlitwa za o. Józefa trwa od momentu przyjęcia wiadomości o jego chorobie. Podjęło ją wiele osób w Polsce i zagranicą, wielu również pości w jego intencji. Niektórzy przesyłają zioła, dzwonią z propozycjami terapii – tak bardzo chcą pomóc. Ważne, by nieustannie trwała nasza ufność, ponieważ w Bogu żyjemy i całe nasze życie i śmierć należą do Niego. W tej sytuacji jeszcze bardziej trzeba Mu zaufać. Choroba ojca jest naprawdę mocnym doświadczeniem krzyża, a przecież wiemy, że nikt z nas przed śmiercią nie ucieknie, tylko pozostaje pytanie, kiedy ona przyjdzie i jak ją przyjmiemy. Nasze życie należy do Boga, dlatego potrzeba nam w tym czasie ogromnej ufności wobec tego, co Bóg nam przez to wydarzenie mówi i co zamierza jeszcze uczynić.
Nam, współbraciom, brakuje o. Józefa. Bez niego nasza wspólnota jezuicka nie jest pełna, choć jesteśmy świadomi, że jest z nami obecny, ale inaczej. Nikt się nie spodziewał tej choroby, nawet sam ojciec. Najważniejsze jednak, by człowiek umiał przyjąć swoje cierpienie i ofiarować je Bogu: „Bądź wola Twoja, Panie”.
o. Józef Łągwa SJ