Najpiękniejsze spotkanie, jakie przeżyłam z o. Józefem, miało miejsce wtedy, gdy dowiedziałam się o jego śmierci. Do samego końca wierzyłam, że wyzdrowieje. W dniu jego śmierci otworzyły mi się słowa z Pisma Świętego, kiedy Jezus na wieść o chorobie Łazarza powiedział: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą (J 11,4).
Zrozumiałam wówczas to, co o. Józef zrobił w moim życiu. To, że mogę tutaj stać i być w Zgromadzeniu, jest jego zasługą. Zrozumiałam, że jeśli ziarno nie wpadnie w ziemię, nie wyda owoców. Moje spotkanie z o. Józefem było tak naprawdę spotkaniem z moim tatą. Myślę, że tak jak święty Józef wypełniał swoje zadanie, opiekując się Chrystusem przy Maryi, tak samo po śmierci o. Józefa - dzieci, które "zrodził" podczas swojej posługi kapłańskiej - mają możliwość wzrastać, tak jak Jezus, w łasce u Boga i u ludzi.
Dziękuję Ojcu za to, co było i za to, co będzie. Wierzę z całego serca, że kiedyś będziemy wszyscy razem radować się w domu Ojca Niebieskiego. I za to dziękuję i Bogu, i o. Józefowi!
Siostra Maria - elżbietanka (Wrocław)