Ojcze, chciałabym ci podziękować w imieniu wszystkich osób, które z Tobą współpracowały; za to, że Twoja miłość była taka twórcza. Za to, że nas świeckich "wypychałeś" do działania - nas, którzy chętnie pochowalibyśmy się gdzieś po kątach w kościele. Ty zapraszałeś nas, abyśmy byli kierownikami duchowymi, tłumaczami ewangelizacyjnymi, żebyśmy brali odpowiedzialność za innych. Bardzo dziękuję Ci za to wychowanie do wolności, jakiego doświadczaliśmy na przykład w redakcji "Szumu z Nieba". Kiedy numer był już dopięty, Ty przychodziłeś z trzema nowymi artykułami, twierdząc, że są one rewelacyjne i muszą pojawić się w numerze. Myśmy się wówczas na Ciebie złościli, że burzysz nam ułożony schemat. W ten sposób uczyłeś nas, że słuchanie Ducha Świętego to nie schematy, ale ciągła gotowość, że w każdym momencie może wydarzyć się coś nowego.
Bardzo dziękuję Ci, że nas tak cierpliwie słuchałeś. Nieraz zżymaliśmy się na Ciebie, że każdy ma do Ciebie dostęp i jesteś na każde wezwanie, a my musimy umawiać się z Tobą tygodniami. Ale gdy coś się złego działo, Ty natychmiast się pojawiałeś i znajdowałeś dla nas czas. Za tą gotowość i za ogromną cierpliwość w słuchaniu nas - bardzo Ci dziękujemy.
Dziękujemy za to, że współpracując z nami, nigdy nie dałeś nam odczuć, że jesteś szefem. Mówiliśmy do Ciebie - Padre, czasami żartowaliśmy, nazywając Cię Tatusiem. Chciałam Ci podziękować za to, że jesteś taki "Supertata", i to dla bardzo wielu osób w tym kościele.
Ania Lasoń-Zygadlewicz