Moje pierwsze spotkanie z o. Józefem miało miejsce w połowie 2002r., kiedy przyjechał do Łowicza, aby pomóc mojej grupie w modlitwie o wylanie darów Ducha Świętego. Po agapie, kiedy było już bardzo późno, ludzie zaczęli się rozchodzić do domów. Zostałam sama, żeby posprzątać po 50 osobach, nikt nawet tym się nie zainteresował. Było mi bardzo przykro. Po jakimś czasie do sali wszedł Ojciec, uściskał mnie i powiedział: „Dziękuję”. To było mi wtedy niesamowicie potrzebne. Drugie spotkanie odbyło się podczas rekolekcji w Wolborzu, kiedy Ojciec przyjął mnie na rozmowę (była już północ) i dał mnóstwo nadziei, której wtedy już nie miałam. Zresztą każde spotkanie z nim było dla mnie i dla niego radosne – zawsze się śmiał, ponieważ ja często żartuję. Gdy raz mu powiedziałam, że jest tak zmęczony, że wygląda jak padnięty pies Pluto, śmiał się długo. I tak to minęło. Teraz czekam tego trzeciego, „pięknego spotkania”...
Ewa z Łowicza