Kiedy dowiedziałam się o odejściu do Pana o. Józefa, w ogóle nie myślałam o tym, żeby pojechać na uroczystości pogrzebowe, ponieważ Łódź jest stosunkowo daleko od mojego miasta (witajcie problemy finansowe!). Oprócz tego – pomyślałam – kim ja jestem? Znałam Ojca tylko z rekolekcji ignacjańskich pierwszego tygodnia, co nie znaczy, że Was wszystkich bardzo nie pokochałam. Ale Pan Bóg miał inne plany i chyba do końca jeszcze nie wiem, dlaczego tak się dzieje. W poniedziałek zadzwoniła do mnie znajoma z pytaniem, czy nie znam kogoś, kto mógłby następnego dnia, tzn. 3 czerwca, pojechać do Łodzi. Jej chłopak składał papiery do szkoły teatralnej, ale okazało się, że zaginęły one na poczcie. Musiał je dostarczyć właśnie 3.06, jednak sam nie mógł jechać, ponieważ pracuje. W tym momencie przypomniało mi się o uroczystościach pogrzebowych, dlatego z chęcią się zgodziłam.
I tak oto Ojciec Józef „zaprosił” mnie na swój pogrzeb i do tego opłacił przejazd (jestem pewna, że to za jego wstawiennictwem). Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych. Mam też wrażenie, że to nie koniec naszych kontaktów, a raczej pewien ich początek. Niezbadane są wyroki Opatrzności Bożej.
Magdalena z Sosnowca