Po raz pierwszy spotkałem się z Ojcem Józefem pod koniec października 1991 roku, kiedy był superiorem naszej jezuickiej wspólnoty w Łodzi. Trafiłem do tego miasta w bardzo trudnym okresie mojego życia, kiedy byłem ogarnięty silnym kryzysem tożsamości zakonnej. Kiedy wysiadłem z samochodu po przyjeździe na ul. Sienkiewicza, spotkałem o. Józefa i wydawało mi się, że on od dłuższego czasu czekał na mój przyjazd. Jego radosne spojrzenie było dla mnie znakiem, że tutaj zacznie się coś zupełnie nowego w moim życiu. Ojciec sprawiał wrażenie człowieka „prześwietlonego” Duchem Świętym. Nie byłem wtedy w dobrej kondycji duchowej i psychicznej. Miałem poczucie, że zawiodłem wielu ludzi, łącznie z samym Panem Bogiem. Raczej nie czułem się zdolny do podejmowania wielkich działań duszpasterskich. Skupiłem się na początku na różnych pracach fizycznych: sprzątaniu piwnic i strychów, grabieniu liści oraz drobnych remontach.
Ojciec Józef cierpliwie słuchał opowieści o moich bolesnych przeżyciach i otwierał moje serce na łaskę wewnętrznego uzdrowienia. Wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że przeszłość należy poddać miłosierdziu Pana Boga, który również z naszych upadków potrafi wyprowadzić dobro. Świadectwem tego były także spotkania z wieloma ludźmi, którym o. Józef przywracał nadzieję, że Bóg jest silniejszy niż wszystkie siły zła i ciemności. Każdy był dla niego ważny i wart, aby poświęcić mu czas, a tego czasu wciąż było za mało. Był człowiekiem, który przykładem swojego życia ukazywał pasję głoszenia Dobrej Nowiny. Autentyzm i szczerość tego doświadczenia stały się dla mnie głęboką wewnętrzną inspiracją, którą sam staram się żyć każdego dnia. Spotkanie z nim stało się dla mnie „zaraźliwe” także w sensie czerpania radości w odnajdywaniu śladów działania Pana Boga w życiu innych ludzi. Nie ma większego szczęścia niż móc odkrywać, jak wielkich rzeczy dokonuje On w sercu człowieka.
Dzięki o. Józefowi otworzyłem się też na doświadczenie Odnowy w Duchu Świętym, którą przed spotkaniem z nim uważałem za jakieś mocno podejrzane środowisko ludzi emocjonalnie i psychicznie niezrównoważonych. Wydawało mi się, że jestem stworzony do zajmowania się rzeczami poważnymi i naprawdę ważnymi. W ciągu kilku miesięcy odkryłem doświadczenie Odnowy na tyle, że pozwoliło mi ono samemu odnaleźć nową jakość w relacji z Panem Bogiem, smak modlitwy i radość życia.
Pamiętam jak kiedyś Ojciec powiedział do mnie: „Wiesz, jest u nas kilka grup Odnowy w Duchu Świętym. Ja nie mogę zajmować się wszystkimi, może byś zajął się jedną z nich”. Tak trafiłem do „Przymierza” – wspólnoty młodych ludzi, w przeważającej większości ze szkół średnich. Świadectwo ich szczerości i entuzjazmu w przeżywaniu wiary naznaczyło mnie na całe życie. Przyjaźnie z wieloma osobami z tej wspólnoty trwają do dzisiaj i są moim wielkim skarbem. Odszedłem z Łodzi we wrześniu 1993 roku. Ojciec Józef zawsze interesował się moją pracą. Wiem, że martwił się o moją duchową kondycję w środowisku telewizyjnym i często modlił się za mnie. Jestem przekonany, że Pan Bóg w dużej mierze właśnie nim się posłużył, aby ocalić mnie dla kapłaństwa i życia zakonnego oraz bym odnalazł w nich osobiste szczęście.
Krzysztof Ołdakowski SJ